Tarot? – niekoniecznie…

tarot visconti tarot cards

Z fusów od kawy czy bębna bodhran, z lotu ptaka czy pałeczek druidów, z kart od skata, cygańskich czy Tarota, celtyckich ogamów, germańskich run – z czegokolwiek byśmy nie wróżyli – zawsze narzędzie i proces, którym się posługujemy w niezwykłej, irracjonalnej  sztuce dywinacji – pozostają tajemnicą. Jak to się dzieje, że uzyskujemy odpowiedzi zgodne z rzeczywistością, nawet bez uprzedniego wprowadzenia w los osoby pytającej, bez cienia sugestii czy podpowiedzi z jej strony. Jak to w końcu możliwe, że da się przewidzieć zdarzenia z przyszłości, niekiedy zupełnie zaskakujące i niezgodne z wyobrażeniami osoby pytającej. W sztuce mantycznej niemożliwe staje się możliwe z zadziwiającą powtarzalnością. Nie trzeba szczególnego sceptycyzmu, żeby zapaliła się w naszych mózgach ostrzegawcza lampka i coś zbuntowało się stanowczo przeciwko przejawiającej się w tym doświadczeniu doktrynie determinizmu, jej założeniu o istnieniu niezmiennego losu, przydanego z góry przeznaczenia, niezbywalnego „fatum” – jak powiedzieliby starożytni stoicy. My z całą naszą pozytywną energią i witalnością, ba – z naszą miłością własną i godnością osobistą – zredukowani do roli posłusznych trybików w machnie wszechświata, niepozornych szczebelków w kole fortuny, obracającym się we własnym, niezmiennym rytmie – niezależnym od naszego chcenia.

Istnieją z pewnością systemy wróżebne mniej lub bardziej deterministyczne. Wydaje się nawet, że im mniej w nich psychologizmu, tym więcej też miejsca dla losu i przeznaczenia, a im więcej introspekcji i magii, tym też większe pole dla twórczej autokreacji. Tarot wydaje się realizować ten ostatni wariant, ale już karty klasyczne czy cygańskie – przeciwnie, rażą swoim potencjałem ukazywania przyszłych zdarzeń, zawsze z jakąś zadziwiającą, genialną prostotą. Od wyboru do koloru chciałoby się rzec – w zależności od tego, czy ktoś woli wiedzieć, że coś się na pewno stanie czy też – ile w tym jego własnego udziału. Jak w anegdocie o brytyjskim mistrzu wyścigów motorowodnych Donaldzie Campbellu – który na kilka dni przed kolejną eskapadą wylosował asa i królową pik, czyli te same karty, które Maria Stuart w przeddzień egzekucji. „Gdybyż posłuchał kart” – komentowali później jego przyjaciele – na wieść o tym, że łódź Campbella poszła pod wodę. Jakby jednak na to nie spojrzeć – osobiście jestem przekonana, że mamy a właściwie powinniśmy chcieć mieć znaczący wpływ na przebieg własnego życia. Jest to swoisty banał, który realizuje się jednak tylko pod warunkiem wykonywanej przez nas pracy – zarówno na głębszym poziomie duchowym jak i w obszarze zwykłych codziennych zdarzeń.

A teraz jeden z prastarych, nieco zapomnianych acz najbardziej naturalnych systemów prognostycznych – wróżenie z kamieni. Na ile przydatny i aktualny – oceńmy sami. Wywodzi się z kultury celtyckiej, która wywarła znaczący wpływ na większość kultur w obrębie starego kontynentu. Celtowie oprócz drzew czcili kamienie – jedne i drugie ze względu na ich własności energetyczne. Każdy kamień – jako rezonator sił kosmicznych i boskich miał w ich przekonaniu własną duszę. Przejawiało się to ponoć nawet w wydawanych przez nie dźwiękach. Lia Fail – kamień przeznaczenia – przechowywany obecnie w Edynburgu – miał podobno krzyczeć z radości, gdy dotknęła go osoba, która z woli Boga miała zostać królem. Stąd koronowano na nim pokolenia władców szkockich i angielskich. Przekonanie o magicznych właściwościach kamieni przejawiało się w druidycznych ceremoniach i rytuałach, wykonywanych w obrębie pochodzących jeszcze z kultury megalitycznej kręgów, menhirów i dolmenów. Zdolność kamieni do przejmowania energii – zwłaszcza z miejsc mocy – wykorzystywano w uzdrawianiu. Wraz z energią biopola człowieka – jak pisze Leszek Matela w swojej książce „Wyrocznia celtycka”, kamienie wchłaniały jego myśli, pragnienia, energie duchowe i karmiczne.

bigpreview_magic-stones

Kamienie można przygotować do wróżenia bardzo prosto – wyławiając je z rzeki lub strumienia bądź znajdując na polu otoczaki. Możemy ich użyć w naszym celu dopiero po umyciu w strumieniu bieżącej wody i osuszeniu w słońcu. Ważne jest potrzymanie kamienia przez kilka minut przedtem w palcach przez osobę, której wróżymy lub nas samych, jeśli dokonujemy introspekcji. Następnie przykładamy nasz rezonator w okolice trzeciego oka, wsłuchując się w informacje i wrażenia, które napływają po zadaniu pytania. Po zakończeniu wróżby nasze narzędzie należy ponownie wypłukać i wysuszyć. Można też wykorzystać kamienie w trzech kolorach, np. srebrny hematyt, złoty piryt lub tygrysie oko oraz czarny obsydian. Bez większego trudu można je nabyć w sklepach z akcesoriami magicznymi bądź księgarniach ezoterycznych. Trzy kamienie mogą dać jedynie odpowiedź tak lub nie. Jeśli po zadaniu w myślach pytania i wyrzuceniu kamieni złoty znajdzie się bliżej czarnego odpowiedź brzmi tak, jeśli bliżej czarnego jest srebrny – brzmi nie. W miarę praktyki komunikacja z kamieniami staje się coraz bardziej przejrzysta. Powodzenia.

Joanna