Pulsujące życie kobiety. Matki.

Mądrości przeżytej szukam u tej, która na świat mnie wydała, tej, która wcześniej ode mnie przechodziła tę samą drogę, drogę wpisaną w fazy księżyca.

Ja – matka – ja – córka. Dostając od mojej mamy jej mądrość, starszą o pokolenie, jej mądrość genetycznie związaną z moją potencjalną, przyszłą mądrością – ofiarowuję to co dostałam kobiecie następnej – córce mojej, którą z miłością wprowadzam w życie ucząc piękna w sobie odnalezionego i siły mówienia swoim głosem o swoich sprawach. Nie odczuwam (zupełnie obcej mi) zazdrości – którą chcą mi wmówić, ci różni oni. Czy można odczuwać zazdrość wobec jabłonki, że kwitnie wiosną, obsypując mnie przechodzącą białym uwodzącym kwieciem? Szczególnie gdy kwitnie w moim ogrodzie, przeze mnie pielęgnowana! Czy nie bardziej naturalne jest się tym kwieciem zachwycić? Pozwolić się unieść temu zachwytowi? Czesząc włosy mojej córeczki patrzę, z nią razem, w lustro. Widzę nasze odbicia i czuję pulsujące życie wszystkich naszych przodkiń, mądrych dobrych pięknych poszukujących, palonych czasem na stosie. Nie mogę zazdrościć czegoś, co było i moim czasem teraźniejszym, choć jej twarzyczka gładka i piękna a wokół moich ust gromadzą się delikatne zmarszczki uśmiechu. Ona jest mną a ja matką moją. Jestem sobą – kobietą szczęśliwą swoją teraźniejszością, kobietą która odnalazła ścieżkę swojego serca, spełnioną kolejnym etapem drogi.

Ja kobieta patrzę na mą córkę kobietę i na ma matkę kobietę i na mą wnuczkę kobietę i na mą babcię kobietę. Ja kobieta kocham etapy które za mną i przede mną. Dostając tak dużo od kobiet PRZED, ofiarowuję co mam kobietom PO. Kocham niewinność i piękno mej córki. Stoję o krok za nią, by ją strzec, by wypuścić w odpowiednim momencie. By chroniąc pozwolić odejść.