Maść Czarownic, czyli czy czarujące kobiety naprawdę latały?

img_others484455c80f7f3

W Średniowieczu, w dobie Renesansu i w następnych wiekach trujące zioła, takie jak bieluń, lulek i wilcza jagoda (zwana belladonną od włoskich dam epoki renesansu, które zakraplały sobie nią oczy i dzięki zawartości atropiny w tej roślinie osiągały efekt rozszerzonych źrenic) wchodziły w skład osławionej „maści Czarownic”. Po natarciu taką maścią miejsc o cienkiej skórze (np. pachwin) następował głęboki sen, przynoszący wrażenie unoszenia się nad ziemią i wizje erotyczne. Po powrocie do świadomości „Czarownicom” zostawało złudzenie realizmu tych przeżyć, stąd przekonanie o lataniu na miotłach czy łopatach i o uprawianiu stosunków seksualnych z diabłem.

Istniały również tajemne receptury, które prawie zawsze były szyfrowane a przynajmniej pisane w języku zrozumiałym dla wtajemniczonych, z licznymi niedopowiedzeniami.

Jedna z takich receptur – na maść na latanie – brzmiała: Recipe: suim, acorum vulgare, pentaphyllon, verspertillionis sanguinem solanum somniferum et oleum. I nie wiadomo tu o jaki olej chodzi 😉

Polecam artykuł.


back witch 5