MAGA

Monolog I

Skurcz – oddech, skurcz – oddech. Początek był łatwiejszy. Skurcze nie przychodziły tak często. Chodziłam. Opierałam się o miękką kanapę.
Teraz chcę tylko leżeć, nie mam sił walczyć. Czuję, że straciłam gdzieś pewność. Poddałam się, czemuś potężnemu, przygniatającemu.
Oddech. Uciec. Przepraszam. Wyjść niepostrzeżenie. Uwolnić się.
Wstydzę się tego lęku, tego kwilenia – nie krzyku, nie krzyku – całkowicie bezbronna, wściekła, że nie daję rady, że nie idzie, że szyjka się nie rozwiera, pęcherz płodowy nie pęka, że nikt mi nie powiedział…
Ten wstrętny brzuch, bęc, wieloryb z palącym wewnątrz ogniem. Jak jadowita jaszczurka ponawiająca swoje ugryzienia.
Skurcz – oddech, skurcz – oddech. Uciec. Zniknąć. Zasnąć.
A jednak urodziłam – śmieszne, że to tak szumnie brzmi: urodziłam. Lepiej: wypchnęłam i to nawet nie sama, tylko z pomocą lekarki, którą błagałam o pomoc resztką sił.
I znowu leżę – mieszanina bólu, wstydu, złości, ulgi. 80 % ulgi. Ocalałam, udało się, żyję.
Ona też – gdzieś jeszcze daleka, w przebłysku myśli, w przeczuciu radości.
Moja córka.
Oddech.

Monolog II

Jestem Boginią
Przelewające się wody we mnie
Babki Wielorybice
Pływam z Wami, przemierzam ocean
Czuję Wasze mocne ciała, zwinne, piękne
Czuję Wasz ból w głębi mojego ciała
Jestem Żabą
Widzę swoje kolana
Łydki drżą
Ciało zalewa fala za falą
Nie mam czasu na oddech
Otwarte oczy
I…nagła zgoda
Przyzwyczajam się do tego tempa
Fala za falą
Tańczę
Moja macica tańczy
Tańczymy taki taniec
A One z nami
Wirujemy
W bólu osiągam tu i teraz
Jestem córką, wnuczką, prawnuczką
Otwieram się jak kwiat
A Ona tańczy w rytmie, nie przyśpiesza
Najpierw głowa, potem ramiona, brzuszek, a na końcu stópki
 
Miałyśmy dobry poród
Córko

 


back witch 5