Lao Che – Wiedźma

Temat czarownic, mądrych bab, zielarek i ich prześladowań oraz działań Inkwizycji jest od stuleci kwestią problematyczną, podejmowaną co jakiś czas w rozmaitych dysputach, przedstawianą częściej w malarstwie, rzadko zaś w muzyce. Temat ten podjął i, moim zdaniem, fantastycznie przedstawił zespół Lao Che w utworze muzycznym Wiedźma z koncepcyjnego albumu Gusła wydanej w 2002 roku. Sam zespół tworzy muzykę, która wymyka się standardowym ramom, wchodząc w skład zespołów z kategorii crossover.

Wiedźma doskonale wpasowuje się w ten rodzaj gatunku, jest muzycznym tworem, który dzięki  niebanalnemu podejściu zespołu do kształtu i dźwięku, oddaje atmosferę wydarzeń z okresu polowań na czarownice. Do znanej historycznie treści Lao Che dodali wątek Wschodnich Kresów, dzięki wplecionym w całość tekstom w języku wschodnich Słowian. Zabieg ten, oprócz oczywistego powiązania z koncepcyjnością albumu (album związany z Gusłami, czyli obrzędami wywoływania duchów, pociągający za sobą temat pogaństwa i ezoteryki), stał się również swoistym oknem, w którym można dojrzeć, że temat polowań na czarownice nie zamyka się tylko wśród państw Europy Zachodniej, do której to historii jesteśmy przyzwyczajeni, a dotyczy także naszych ziem, i ziem bliskim nam na wschodzie, gdzie kobiety, również stawały na stosach, tonęły wrzucane w krępach do wody oraz doświadczały innych tortur i rodzajów męczeńskiej śmierci.

Licze neologizmy i archaizmy wraz ze wspomnianymi wyżej zapożyczeniami z kultury kresowej uplastyczniają świat pełen zabobonów i ciemnoty umysłu ludzkiego, tworząc klimat rodem z twórczości epoki romantyzmu, choć do tradycyjnego słowa „romantyczny” treści utworu daleko…

Można by się pokusić również o porównanie Wiedźmy z muzycznymi utworami romantycznymi, skoro jesteśmy w tym temacie; na pewno nie można odmówić jej silnego operowania uczuciowością poprzez tekst, jest emocjonalna i subiektywna. Odsłania niezwykły indywidualizm twórców, możemy w niej również odnaleźć ślady muzyki programowej, czyli muzyki o treści pozamuzycznej (coś więcej niż czysta muzyka) m.in. dzięki wprowadzeniu słów, zobrazowaniu nastroju i odczucia melodią (smutną na wstępie i rytmiczną, ale utrzymaną w molowej tonacji, pełną napięcia w dalszej części utworu), która wspaniale koreluje z treścią słowną. 

Brutalnie wciskające się w nasze uszy różnorakie odgłosy, których pełno na przestrzeni całego utworu (jak; skrzypienie metalowych drzwi, wycia i warczenie psów, odgłosy podnieconego tłumu w tle, trzasku płomieni i wysokich, przejmujących krzyków) wraz z bardzo artystycznym deklamowaniem tekstu i ponurym w wyrazie chórku męskim, wszystko to, niczym wizja mąk piekielnych, dało efekt smoliście czarnego, gorzkiego, przygnębiającego fragmentu historii zamkniętego w kotle nowoczesnego brzmienia, zawieszonego nad ogniem bolesnej zadumy nad ciasnotą ludzkiego umysłu, i wszystkimi negatywnymi uczuciami, jak złość, nienawiść, kłamstwo, chciwość, żądza, które człowiek z jakiegoś powodu zapragnął rozwijać do maksimum…


TEKST UTWORU:

Paszeko, w imieniu prawa rozkazuję ci mówić…

Kędy spojrzysz puszcza, ciemnej kniei ostępy, mateczniki, moczary,
oczerety, strugi nurty sine. Tam przeto w roztoce, nad ruczajem
można ją było obaczyć. O siedem wiorst ode wsi, w kurnej chacie
na przyzbie, z krukiem na ramieniu, z basiorem i lagą u boku,
w kir odziana, pod kadzią iskrę nieci, o miesiącu napar warzy.
To – blekot, szalej, jemioła, piołun, szkarłatne ropuchy,
lubczyk, mlecz, zaskrońce, sadło niedźwiedzie, własną ślinę.
Wszystko to strawione ziołem rozmaitem… obłokiem pary chatę wypełnia.
Gdy przy barci kto z kmieciów ją czasem obaczył, ano – Sława Bohu –
rzekł, po czem pluł, pluł po trzykroć przez ramię i krzyż w powietrzu
znaczył, jako powtarza, a, stwórca mu wszelaki, by w gacka, czy w inne monstrum rozmaite
oblec się nie mogła… I nie wiedzieć – czemu tak? Bo każden
wiedział, że choć w samotni żyła, przecie poczciwem człekiem była…

Kto w Boha wiryt spasajte, hospodyn pomiłujte.
/Kto w Boga wierzy ratujcie, Panie, zmiłuj się./
Kto w Boha wiryt spasajte, hospodyn pomiłujte.
/Kto w Boga wierzy ratujcie, Panie, zmiłuj się./

Temczasem na skurcz rodny częstokroć wzywana, by połóg odebrać, bo za akuszerkę brana póty, póki razem jednym na jej ręce łono kmieciowe chłodnego
płodu nie wydało. Tedy wiedźmą! okrzyknięta, a dowodów – bez liku. Przeto
onegdaj widziano ją na mietle, na wierch Łysej Góry ulatującą, gdzie przecie
"śluby Kozłu dała". "Dzieciobójczyni siarką cuchła! Pewnikiem konkubina Diabła,
z Kusym w sromę padła!", "To Dziwożona! To Strzyga!" – w szynku powiadano. I nie
wiedzieć – czemu tak? Bo każden, każden wiedział, że choć w samotni żyła,
przecie człowiekiem prawym była. Temczasem Cerkiew egzorcyzm już odprawiła,
ciżba jednako zawrzała: "Na stos! Na Stos!" Jeszcze kur nie zapiał, a już
język ognia jej ciało lizał pod wszy ludzkiej rechot, jeno lelek z
puszczykiem w kniei łzy roniły, szlochowi zacnej akuszerki wtór dając,
gdy temczasem ogień, stygmaty i nimb na ciele “wiedźmy” wymalował, a wtenczas gorzki
człekowstręt tryskał z jej ust.

Konkubino Diabła, niechaj ogień strawi grzechy twoje!

Dalibóg, przeklęta wy czerń!
Dalibóg, przeklęta wy czerń!
Dalibóg, przeklęta wy czerń!
Dalibóg, przeklęta wy czerń!
A ja gore!
Gore!
(A ja…) Gore!
Gore…!

Bute prokleni Lachy…!!!!!!!!!!!!!!!
/Bądźcie przeklęci./


back witch 5