poezja


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Rada pani Girard, Czarownicy

Musisz ulepić w piątek, we wrześniu, na nowiu,
małą lalkę, podobną do twego kochanka.
Zrobić jej usta z głogu, wprawić oczy sowie
i tulić ją co wieczór i każdego ranka,

by tamtemu – głupiemu – zdawało się czasem,pawlikowska
że mu coś w sercu słodko, niepotrzebnie śpiewa,
że go gonią ćmy jakieś z jedwabnym hałasem,
i aby się opędzał i martwił, i gniewał,

I by samotnie błądził aleją jesienną,
na wpół jeszcze uparcie, na wpół nieprzytomnie –
i tupiąc w suche liście malowane henną,
myślał: "diabli nadali! nie mogę zapomnieć!"

I aby poczuł w sercu tęsknotę i chandrę,
by w chmurach z przerażeniem ujrzał sylfy nagie,
w dziupli drzewnej nos dżina, w fajce – salamandrę –
i wpadł prosto w drzwi twoje – wprost w różową magie…


Dorota Łajło

***

Spotykam dziś czarownicę
pędzi na miotle przez ulicę
ma nogi boseRobert Ingpen
na rzęsach ma rosę
włosy potargał jej wiatr
a na ramieniu jej motyl siadł.
Usta ma jak płatki róży
nos jak na czarownicę całkiem nieduży
Suknia na niej jak mgiełka

w torebce z muszelki perełka.
W ręku trzyma woreczek mały
wypuszcza z niego czary…
A może ona nie czaruje, tylko coś
rozdaje?
Bo czuję, że mój świat lepszy się staje.