bajeczki cioteczki Jane

Becoming_Jane___feel_me_by_LaLaShivers

Penetrując swym feministycznym zmysłem tematy baśniowe postanowiłam wrócić do mojej kochanej literatury angielskiej w jej kobiecym wiktoriańskim wydaniu. Po radosnym rozpłynięciu się we mgłach otaczających młodziutką Jane Eyre chciałam więcej i więcej… ale biblioteka gminna niestety więcej nie posiadała. Zapytano mnie zatem, czy bym starszej o niemal pół wieku innej Jane nie chciała… No to chciałam. Ach! Po bo burzliwej miłości wulgarnego, namiętnego Rochestera i spektakularnych „kroplach słodyczy w kielichach goryczy”, czegóż mogłam się u poczciwej Austen spodziewać…

Nie dotrwałam do czwartego rozdziału. A i podczas tej lektury kilkakrotnie sprawdzałam co tam słychać na fejsie… Nie poddaje się jednak tak łatwo, obejrzę chociaż film kostiumowy, pomyślałam. Film z roku 1995, to niemal tak dawno jak sama rewolucja przemysłowa… Więc tak. Daniel Cleaver zakochał się Niani McPhee, ale nie mógł jej kochać, bo kiedyś wcześniej obiecał swoje serce innej, a że był honorowy, słowa chciał dotrzymać. Severus Snape z kolei pokochał do szaleństwa Ofelię, ale ona pokochała innego bo był młody i przystojny, a Snape wiadomo leciwy już bardzo. Wtedy Cleavera wydziedziczyła matka, bo jego wybranka sprzed lat była biedna. (Niania też biedna oczywiście). Bogacz Snape sprezentował jednak bez uprzedzeń Cleverowi parafię, bo go duma i honor Clevera ujęły. W międzyczasie przystojniak porzucił Ofelię dla bogatszej, robiąc w innym międzyczasie nieślubne (sic!) dziecko byłej córce byłej miłości Snape’a, która mu ją tuż przed niechlubną śmiercią w przytułku, na siłę wcisnęła. Ofelia omal nie umarła, bo poszła cierpieć w naturę, a w Anglii wiadomo zimno, więc ją deszcz rozgorączkował niemal śmiertelnie. W końcu jednak przeżyła ku chwale mateczki, sióstr i kawalera, którego lepiej po chorobie usposobiona, nie mając innego towaru pod ręką, łaskawie na męża przyjęła. A w międzyczasie wybranka Cleavera jak się dowiedziała, że on jednak biedny bo wydziedziczony, to szybko za mąż za jego brata myknęła. Więc Cleaver wrócił w pąsach i do stóp niani McPfee padł, ku wielkiej uciesze nudnej popiskującej mateczki oraz licznych nic nie mających do powiedzenia, płaskich banalnych kobietek ją otaczających. Tylko Dr House mi się podobał, jak zawsze.

Czego jak się czepiam? To wszak powieść romantico skrojona według wszelkich prawideł gatunku… A no czepiam się. Bo płasko i kompletnie o niczym to życie kobiet narysowane. Jeśli naprawdę tak to wyglądało, to o co kopie kruszysz przewodniczko moja tragiczna Virginio? Jaki my spadek mamy dziedziczyć? To, że w ogóle umiem do pięciu zliczyć powinnam sobie jako wielką zasługę przypisywać, skoro prababki moje głupsze od kur na grzędzie. Jane Austen pisała jak umiała, ale mentalnego poziomu ludzi ją otaczających niestety nie wymyśliła, lecz z życia wzięła. Patrząc na seriale telewizyjne dziś i inne jakieś panie domu perfekcyjne, Klaudie, Gale i Oliwie, talkshowy i mamtalenty wcale jakoś bardzo się to od tamtych panien nie różnimy. Seksu tylko więcej uprawiamy i golasów pokazujemy. Poziom zainteresowań i horyzontów niestety podobny. A społeczeństwo durne jak but. No niczego tu nowego nie odkrywam, ale smutek mię jakiś straszliwy, iście jesienny ogarnął. I złość na tych, którzy mi wmawiają z urzędów, że patriarchat nas już wcale nie dotyczy. Skoro film amerykański z roku 1995 z taką plejadą gwiazd można było tak płytko pomyśleć a i tak hitem kinowym był wielkim, a o Jane Austen wciąż powiadają, że pisarką wielką była, nie oczekuję od ludzkości za wiele. Bo chociaż z romantycznym westchnieniem to jednak i z równie powściągliwą rozwagą prorokuję, że zanim się ze snu stuletniego obudzimy jeszcze wiele razy sto lat minie…


back witch 5